Szykany wobec I Liceum zdecydowanie się nasilały. Zwłaszcza że solidarna postawa nauczycieli spotkała się ze zdecydowanym poparciem uczniów, a także ogromnej większości rodziców. Nauczyciele byli inwigilowani, przesłuchiwani i straszeni przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. I pozbawiani pracy. Nauczyciele Zofia Przybylska, Hanna Rytko i Stefania Wilusz zostały wysłane na przymusową emeryturę. Halina Pankanin, Janusz Mulawa, Roman Kuliniak i Krzysztof Prędki zostali zwolnieni bez prawa podjęcia pracy nauczycielskiej na terenie województwa wałbrzyskiego. Musieli się imać różnych, często przygodnych zajęć i to nierzadko - jak w przypadku Janusza Mulawy i Krzysztofa Prędkiego - poza terenem województwa wałbrzyskiego.
Jakie było uzasadnienie tych zwolnień? Prześledźmy sprawę na przykładzie losów Haliny Pankanin. Otrzymała ona decyzję o zwolnieniu z Urzędu Wojewódzkiego, datowaną 27 czerwca 1985 roku, z następującym uzasadnieniem:
- Postawa ideowo-wychowawcza Obywatelki nie gwarantuje realizacji zadań szkoły w zakresie określonym w art. 6 ust. J Karty Nauczyciela.
- Bojkotowanie uroczystości i imprez o charakterze ideowo-wychowawczym świadczy o braku zaangażowania i wręcz wrogim stosunku do realizacji zadań szkoły w państwie socjalistycznym.
- Stałe, demonstracyjne i bezzasadne krytykowanie zarządzeń i poleceń przełożonych, zmierzające do ośmieszenia kierownictwa szkoły i władz nadrzędnych oraz uporczywe bojkotowanie poleceń i zarządzeń tych władz.
- Jako członek rady pedagogicznej wzywała w sposób prowokacyjny i demagogiczny do podejmowania uchwał niezgodnych z obowiązującym stanem prawnym.
Zamiast argumentów liczmany o nieograniczonej pojemności. Kiedy Halina Pankanin odwołała się do Kuratorium Oświaty i Wychowania, otrzymała odpowiedź potwierdzającą w całej rozciągłości decyzję wicewojewody Mariana Goleni. I wówczas Halina Pankanin skierowała swoją sprawę do Odwoławczej Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy Ministrze Oświaty i Wychowania. Ale i tam przegrała. Warto zacytować przynajmniej dwa fragmenty pisma tej wysokiej instancji: Przedstawione przez obwinioną materiały jak również dowody zawarte w jej teczce akt osobowych potwierdzają, że obwiniona oceniona była w ubiegłych latach jako bardzo dobry dydaktyk. Równocześnie jednak materiały dowodowe przedłożone przez Kuratorium Oświaty i Wychowania w Wałbrzychu uzasadniają twierdzenie, że jej postawa ideowo-wychowawcza nie była właściwa, nie gwarantowała realizacji podstawowych zadań szkoły jako instytucji powołanej do wychowania młodzieży w duchu ideałów współczesnej szkoły socjalistycznej i kształtowania u młodzieży właściwych postaw patriotyczno-obywatelskich:
I dalej: Odwoławcza Komisja Dyscyplinarna w wyniku rozpatrywania sprawy doszła do wniosku, że obwiniona odgrywała w tej grupie (nauczycieli I Liceum - przyp. autora) jedną z czołowych ról, miała bowiem bardzo istotny wpływ na postawę tej części nauczycieli, Radę Pedagogiczną i młodzież, wynikający z poprzednio pełnionych funkcji społecznych i stażu pedagogicznego oraz umiejętności sugestywnego przedstawiania swoich racji.
Kompetencje i cechy osobowe Haliny Pankanin, uchodzące w cywilizowanym świecie za zalety, obróciły się przeciwko niej. Komisja Dyscyplinarna zatwierdziła wyrok wałbrzyskich władz.
W ciągu ośmiu lat - do roku 1990- w I Liceum funkcjonowało siedmiu dyrektorów, z których tylko jeden, historyk Konrad Derwich, były zastępca dyrektora Janusza Gąsiorowskiego, cieszył się akceptacją grona pedagogicznego, ale i on w roku 1984 został zdjęty ze stanowiska, ponieważ odważył się wbrew woli władz, za to z pełną aprobatą rodziców, przeprowadzić nabór do klasy I licealnej o profilu humanistycznym. Ofiarą czystki padła również wicedyrektorka Krystyna Bobusia.
Wybucha wówczas prawdziwa awantura. Wśród zarzutów wobec Konrada Derwicha znalazły się i takie, że w latach 1982/83 i 1983/84 nie przestrzegał zarządzeń władz oświatowych, np. zamiast dwóch oddziałów klasy I licealnej zorganizował trzy, że nie potrafił lub raczej nie chciał spacyfikować opozycyjnych nastrojów zespołu nauczycielskiego. Władze zaczęły organizować w I Liceum zebrania nauczycieli i rodziców. Podczas tych spotkań pod adresem nauczycieli i rodziców kierowane były mało wybredne pogróżki. Rodziców, którzy odważyli się wystąpić w obronie szkoły, wzywano do komitetów partyjnych i czyniono wstręty w miejscach zatrudnienia. Była to prawdziwa wojna z ludźmi, którzy bronili swoich przekonań.
Wszystkie te szykany - łącznie z wprowadzeniem do gmachu I Liceum szkoły podstawowej - zmierzały do obniżenia statusu organizacyjnego szkoły, zniszczenia jej prestiżu i uczynienia z niej mało znaczącej, peryferyjnej placówki dydaktycznej.
Zespół nauczycielski solidarnie i nieugięcie trwał na swoich pozycjach. Pisał odwołania do Ministerstwa Oświaty i Wychowania, szukał pomocy u dziennikarzy, podpisywał protesty. Rzecz charakterystyczna i godna szczególnego podkreślenia: w ciągu tych ośmiu lat nie zdarzył się ani jeden wypadek, który świadczyłby o załamaniu nauczycielskiej solidarności. Zespół okazał się nadto "nieprzenikalny" dla jawnych i tajnych służb.
Równolegle z szykanami wobec nauczycieli postępowała systematyczna dewastacja szkoły. Ze stołówki w tajemniczych okolicznościach zniknął parkiet. Wywieziono w "nieznanym kierunku" aparaty telewizyjne i magnetowidy. "Zarekwirowano" około 100 krzeseł.
W opłakanym stanie pozostawał również budynek szkolny. Uszkodzony dach przeciekał, przerdzewiałe rynny groziły zawilgoceniem ścian budynku, zniszczona pompa i uszkodzony kocioł centralnego ogrzewania powodowały dokuczliwe wychłodzenie izb lekcyjnych, ubikacje pozbawione były bieżącej wody, dwie kariatydy i ozdobne gzymsy na frontonie budynku groziły zawaleniem.
Wszystko to miało przynieść psychiczne zmęczenie grona pedagogicznego i moralną agonię szkoły.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




