1 Liceum Ogólnokształcące i Publiczne Gimnazjum nr 12

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Jedenastolatka

W roku szkolnym 1948/49 kończy się w zasadzie proces reformowania ogólnokształcącej szkoły średniej. Znika ostatecznie gimnazjum i liceum, powstaje natomiast wzorowana na sowieckim systemie oświatowym jedenastolatka. W klasach dziesiątych i jedenastych w dalszym ciągu istnieją takie kierunki, jak humanistyczny, matematyczno-fizyczny i przyrodniczy, ale z czasem i one znikną. Wykształci się „uniwersalny” typ liceum ogólnokształcącego (klasy VIII-XI), które miało przygotować uczniów do podjęcia studiów na rozmaitych kierunkach szkół akademickich. Systematycznie wypierana jest łacina, co z czasem doprowadzi do rażącego obniżenia się kultury humanistycznej polskiej inteligencji. Coraz większe trudności czyni się katechetom. W sprawozdaniu dyrekcji za rok szkolny 1948/49 czytamy: Nasza szkoła ma przede wszystkim wychować nowy typ człowieka, nowy typ inteligenta, bojownika o socjalizm, człowieka przyszłości.

Propagandowa, ideologiczna retoryka staje się obowiązkowym językiem szkoły. Nacisk na środowisko szkolne przybiera najrozmaitsze formy. Do programu języka polskiego wprowadza się utwory miałkie, o niewielkiej wartości literackiej, za to nienaganne pod względem ideologicznym, jak Nr 16 produkuje Jana Wilczka czy też Na przykład Plewa Bogdana Hamery. Z programu historii wykreśla się lub kłamliwie interpretuje zarówno wojnę polsko-bolszewicką w latach 1919-20, jak i najazd Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 roku. Pomniejsza się też lub zgoła fałszuje rolę Armii Krajowej w czasie okupacji, eksponując ponad wszelką rozsądną miarę zasługi Gwardii i Armii Ludowej. Przemilcza się zbrodnie NKWD w sowieckiej strefie okupacyjnej, zwłaszcza zaś deportację ponad miliona Polaków na Syberię. Coraz większą rolę na terenie szkoły odgrywa Związek Młodzieży Polskiej, który powstał w lipcu 1948 roku z połączenia kilku organizacji młodzieżowych, otrzymując zresztą w schedzie program ideowy Związku Walki Młodych. Było to w gruncie rzeczy nie tyle połączenie, co wchłonięcie Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (OM TUR), Związku Młodzieży Wiejskiej Wici i Związku Młodzieży Demokratycznej przez Związek Walki Młodych, który odtąd występował pod nazwą Związku Młodzieży Polskiej. Kiedy liderzy tej organizacji dali do zrozumienia, że jej członkowie będą wyraźnie uprzywilejowani w staraniach o indeks wyższych uczelni, uczniowie, zwłaszcza starszych klas, zaczęli dość masowo wstępować do Związku Młodzieży Polskiej.

Ofensywa ideologiczna rozwijała się - by użyć modnego w tym czasie frazesu - na szerokim froncie. Na przełomie września i października 1949 roku do nowo utworzonego na terenie szkoły koła Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej zapisało się lub raczej zapisano około 500 uczniów. W tym samym wrześniu kilka grup wychowanków Liceum im. Limanowskiego zwiedziło Wystawę Ziem Odzyskanych, która była próbą ukazania dorobku gospodarczego terenów inkorporowanych w 1945 roku do Polski. W dniu 1 października - ku ogromnemu żalowi uczniów i grona nauczycielskiego -dyrektor Władysław Dubaj został spensjonowany, a jego miejsce zajął dotychczasowy wicedyrektor - Leopold Adamcio. Nie ulega wątpliwości, że była to decyzja polityczna. Profesor Dubaj, człowiek o duzym poczuciu niezależności, nie budzil zaufania ówczesnych władz.

Dla niewtajemniczonych, zbyt młodych, by mogli pamiętać lata stalinizmu, warto wyjaśnić, że indoktrynacja była wymierzona przeciw dziedzictwu kultury polskiej i europejskiej. Oznaczała program niszczenia czterech wielkich rzeczy: własności prywatnej, rodziny, religii i państwa, czyli fundamentów tradycji europejskiej. A przecież bez realnej własności nie ma realnej wolności, podważenie roli rodziny, a zwłaszcza roli macierzyństwa, jest niszczeniem samych podstaw ludzkiego świata.

I OGÓLNOKSZTAŁCĄCA SZKOŁA STOPNIA PODSTAWOWEGO I ŚREDNIEGO W WAŁBRZYCHU

W rok szkolny 1949/50 placówka wkroczyła jako „dojrzała” jedenastolatka. Co prawda zachował się w stanie szczątkowym (wyłącznie w klasach jedenastych) podział na kierunki humanistyczny, matematyczno-fizyczny i przyrodniczy, ale i to zróżnicowanie zniknie już w następnym roku szkolnym. W tym też okresie, dokładnie: 11 października 1951 roku z inicjatywy szkolnego koła ZMP placówka zmieni patrona i odtąd nazywać się będzie: I Państwowa Szkoła Ogólnokształcąca stopnia Podstawowego i Średniego im. Karola Świerczewskiego.

Bolesław Limanowski, przedstawiciel polskiego socjalizmu niepodległościowego, był dla coraz bardziej radykalizujących się władz komunistycznych nie do zaakceptowania. Nasilała się też indoktrynacja. Na lekcjach biologii teorie Mendla zastępowano mistyfikacjami Olgi Lepieszyńskiej. Wynalazcą radia okazał się nie Włoch Marconi, lecz Rosjanin Aleksander Popow. Plan sześcioletni wciskał się nie tylko na lekcje wiedzy o Polsce i świecie współczesnym, ale był także przedmiotem rozważań maturzystów podczas pisemnego egzaminu dojrzałości z języka polskiego. Szczególnie natrętnym był kult Stalina. Szkoła starała się zachować umiar w tej ideologicznej ofensywie, ale możliwości jej w tej mierze były dość ograniczone. Między zawartością podręcznika a wykładem nauczyciela nie mogło być zbyt rażących różnic. Partia - i nie tylko partia - czuwała.

Grono nauczycielskie poddawane było systematycznej presji. Szkolenia, konferencje, egzaminy z marksizmu-leninizmu były na porządku dziennym. Zdarzyło się, że jeden z takich egzaminów na początku lat pięćdziesiątych odbierał były uczeń, któremu nie udało się przebrnąć przez klasę III gimnazjum właśnie na Nowym Mieście. Jakie miał kwalifikacje? Był dobrze zapowiadającym się... piłkarzem.

W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ze szkół licealnych eksmitowano nie tylko łacinę i religię, ale również wychowanie plastyczne. Modna stała się natomiast tzw. politechnizacja, przy pomocy której usiłowano oswoić uczniów z kulturą techniczną. Idea zapewne słuszna, może nawet wychowawczo atrakcyjna, ale na jej realizację zabrakło środków technicznych. W roku szkolnym 1950/51 stanowisko dyrektora objął Wacław Głouszek. Wcześniej pracował w Gimnazjum i Liceum Limanowskiego jako nauczyciel historii oraz wiedzy o Polsce i świecie współczesnym. Był energicznym administratorem, a ponadto człowiekiem wyjątkowo spolegliwym. Znakomicie współpracował z zespołem nauczycielskim i był powszechnie lubiany przez uczniów. O jego stosunku do wychowanków świadczy następujący fakt:

W maju 1949 roku do matury przystąpiła Krystyna S., której ojciec, zasłużony oficer Armii Krajowej, został aresztowany, a następnie w głośnym procesie katowickim skazany na karę śmierci. W myśl życzeń ówczesnych władz politycznych Krystyna S. - jako „element wrogi” - nie mogła, wręcz nie powinna zdać matury. I wówczas profesor Wacław Głouszek, korzystając ze spóźnienia tzw. czynnika społecznego, łamiąc porządek alfabetyczny, poprosił Krystynę S. jako pierwszą do egzaminu ustnego, która w ten sposób - ku niezadowoleniu władz - uzyskała patent dojrzałości. Profesor Głouszek ryzykował wiele, bardzo wiele, ale zyskał sobie szacunek i sympatię młodzieży.

W tym czasie zaczyna się dramatycznie zmniejszać ilość uczniów zainteresowanych edukacją w liceach ogólnokształcących. O ile w roku szkolnym 1948/49 było ich w szkole na Nowym Mieście 523, to w następnym już tylko 390. Statystyka ta okaże się mało pomyślna dla Liceum Świerczewskiego również w następnych latach, np. w roku 1954/55 klasy licealne będą liczyły zaledwie 207 osób.

Na tę tendencję złożyły się co najmniej dwa czynniki: do szkół średnich w tym czasie wchodziły niezbyt liczne roczniki wojenne, a ponadto młodzi ludzie zaczęli przedkładać rozmaitego rodzaju technika nad licea ogólnokształcące. Do tych ostatnich wstępowali uczniowie, którzy w przyszłości zamierzali podjąć studia uniwersyteckie, a także medyczne, farmaceutyczne i rolnicze.

Równolegle z tymi przemianami szedł nacisk władz oświatowych na statystyczne, a więc czysto formalne wyniki nauczania. Inaczej mówiąc, tzw. sprawność szkoły mierzono stosunkiem uczniów nie promowanych do ogólnej liczby wychowanków. Instynkt samozachowawczy kazał dyrektorom i nauczycielom liberalizować kryteria ocen i obniżać wymagania w imię „właściwie” pojętej statystyki. Rezultat? Jeśli w latach czterdziestych ilość niepromowanych dochodziła do 10%, to w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych obniżyła się ona do 4%. I tak np. w roku szkolnym 1952/53 na 248 licealistów aż 214 uzyskało promocję, a 11 zobowiązano do składania egzaminów poprawkowych.

Gwoli sprawiedliwości należy stwierdzić, iż szkoła starała się nie przekraczać granic przyzwoitości w tej swoistej batalii o optymistyczną wymowę tabel statystycznych.

Prawdziwą plagą życia szkolnego w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych - a i później - były rozmaitego rodzaju czyny społeczne, często bezsensowne, a więc w ostatecznym rozrachunku także demoralizujące.

Warto wspomnieć i o tym, że w roku szkolnym 1951/52 zorganizowano w Świerczewskim klasy licealne z niemieckim językiem nauczania. Były one stosunkowo nieliczne, ale dawały szansę niemieckiej młodzieży pobierania nauki w ojczystym języku. Ciąg ten funkcjonował do roku 1957/58, po czym został rozwiązany z powodu braku uczniów.

Władze oświatowe kładły duży nacisk na „właściwą” strukturę społeczną szkół. Dążyły do tego, żeby w szkołach średnich został osiągnięty stan trwałej przewagi uczniów pochodzenia robotniczego i chłopskiego nad wychowankami o inteligenckim rodowodzie. W połowie lat pięćdziesiątych był to postulat trudny do realizacji, ponieważ młodzież o pochodzeniu robotniczym chętniej podejmowała naukę w bardziej „praktycznych” szkołach zawodowych niż liceach ogólnokształcących.

DYREKTOR GŁOUSZEK WE WSPOMNIENIACH MARTY GĄSIOROWSKIEJ

Dyrektor Głouszek żywił wielkie przywiązanie do wartości polskiej kultury. Na jego kadencję przypadła pamiętna zmiana patrona szkoły. Bolesław Limanowski okazał się zbyt mało atrakcyjny jako sztandarowa postać - ideologicznie nie dość przejrzsty. Władze partyjne przesłały do szkoły listę potencjalnych patronów o daleko właściwszym życiorysie. Dyrektorowi wydawało się, że najmniej szkodliwym będzie wybór jakiegoś tam generała, o którym nie wiele było wiadomo. Nie mógł wtedy znać całej prawdy o Walterze. Chciał dobrze...

W czasach nachalnej stalinizacji świadomie uprawiał politykę elastyczną. Powtarzał, że trzeba iść na niewielkie ustępstwa z władzą, aby ocalić prawdziwe wartości. Łatwiej było mu przełknąć uczestnictwo w akademii ku czci różnych towarzyszy o zmyślonych zasługach, aniżeli historyczną prawdę o ich sylwetkach.

Prowadząc lekcje historii, delikatnie sugerował, że treść jedynie słusznych podręczników wcale nie musi być wiarygodna: Tylko, dziecinki, pamiętajcie! Czytajcie między wierszami. Jego dziecinki z trudem nadążały z wpisywaniem do zeszytu wszystkiego, co dyktował. Uczniowskim piórem zapisywał pan dyrektor własne podręczniki historii. Była to jego obrona przed aż nazbyt oczywistymi kłamstwami ówczesnych źródeł wiedzy, tłumaczonych z języka rosyjskiego.

Zwykłą codzienność rozjaśniała mu muzyka. Kochał ją namiętnie, może dlatego, że ocaliła mu życie. W czasie wojny znalazł się w Auschwitz. Umiejętność gry na instrumantach zapewniła mu miejsce w obozowej orkiestrze, które oznaczało wybawienie, ucieczkę z piekła. W szkole zarażał wszystkich swoją pasją. Zabierał uczniów na spektakle do opery wrocławskiej. Barwnymi opowieściami o świecie harmonii dźwięków potrafił wzniecić zapał do muzyki operowej, który wielu ówczesnym słuchaczom tych koncertów pozostał do dzisiaj.

Choć Wacław Głouszek przetrwał na stanowisku dyrektora aż 19 lat, nie cieszył się zaufaniem kolejnych pierwszych sekretarzy. Władza czuła, że to nie jest swój człowiek, o nie najprostrzym kręgosłupie. Pewnie dlatego, że mimo powszechnego zakłamania, próbował uchronić możliwie najwięcej prawdy.

 
Reklama