Istotną cezurą w życiu szkoły staje się tzw. przełom październikowy. Widoczna liberalizacja życia społecznego pozwala zdjąć ze szkoły rozmaite serwituty natury politycznej i skupić się na problemach merytorycznych. Optymistyczne impulsy płyną również ze strony władz oświatowych. Zmniejsza się nacisk na koniunkturalną interpretację historii. Szkoła korzysta z tej folgi i na lekcjach demistyfikuje się łamańce interpretacyjne "państwowych" historyków. Nikt wprawdzie nie nazywa po imieniu agresji sowieckiej we wrześniu 1939 roku, ale strącenie z piedestału złowrogiego widma Stalina stanowi coś w rodzaju narodowego katharsis. Wszystko to wywołuje wśród młodzieży pewien ferment intelektualny, który prowadzi między innymi do odkrycia prawdziwej historii własnego narodu. Niestety, ogromne obszary emigracyjnej literatury nadal pozostają na indeksie. Odwilż ta trwała zresztą rok, najwyżej dwa lata, po czym znowu następuje wyraźne zaostrzenie dyscypliny politycznej, ale restytucja reżimu typu stalinowskiego jest już wówczas niemożliwa.
Konsekwencją październikowych przemian było rozwiązanie Związku Młodzieży Polskiej. W jego miejsce powstaje Związek Młodzieży Socjalistycznej, organizacja wprawdzie nie tak dogmatyczna jak jej poprzedniczka, ale dążąca do osiągnięcia podobnych celów. Początkowo liczyła ona w szkole im. Świerczewskiego niewiele ponad 100 członków, ale w roku szkolnym 1969/70 należało do niej około 400 wychowanków, stała się więc organizacją masową, choć nie tak wpływową jak ZMP.
W drugiej połowie lat pięćdziesiątych nadal działają szkolne koła TPPR, PCK, Ligi Obrony Kraju, Ligi Obrony Przeciwlotniczej. Pod auspicjami Samorządu Szkolnego zaczyna wychodzić gazetka szkolna pt. Forum Scholarum. Powstają też koła zainteresowań, jak muzyczne, fotograficzne, plastyczne, biologiczne. Od czasu do czasu ożywia się szkolny chór, ale nie osiąga już takich sukcesów, jak jego poprzednik w latach pięćdziesiątych. Nadal działa zespół dramatyczny, który z czasem wyda mutację w postaci znakomitego kabaretu Łza.
Usiłowano również zaostrzyć dyscyplinę i poprawić frekwencję. W myśl nowych zarządzeń każda absencja musiała być bezwzględnie usprawiedliwiona. Zarządzono obowiązek noszenia szkolnych czapek i beretów oraz tarcz z symbolem szkoły na rękawach ubrań. Wzorem lat przedwojennych ograniczono prawo ucznia do przebywania poza domem do godziny 21.00. Do tej swoistej kampanii usiłowano wciągnąć komitety rodzicielskie, które przyjmowały na siebie obowiązek kontrolowania kin, kawiarni, teatrów i wyłapywania niesubordynowanych licealistów.
Po tzw. przełomie październikowym udało się na dwa do trzech lat wprowadzić do liceum naukę religii. Przyzwolenie władz okazało się jednak wybitnie koniunkturalne i w gruncie rzeczy miało na celu uspokojenie opinii publicznej. Wkrótce znowu rozpoczął się proces relegowania religii ze szkół średnich i ich ponownej laicyzacji. W latach pięćdziesiątych w resorcie oświaty dominowała dość naiwna wiara w wyjątkową skuteczność kolektywnej nauki. Stąd też organizowano tzw. grupy samokształceniowe, składające się z czterech do pięciu uczniów. Akcja ta objęła również szkołę im. Świerczewskiego, ale po kilku miesiącach istniała już tylko w optymistycznych sprawozdaniach. Po prostu spotkała się z niechęcią uczniów.
Edukację szkolną wzbogacano częstymi wyprawami do teatrów i muzeów wrocławskich, a po powstaniu wałbrzyskiej filii jeleniogórskich Teatrów Dolnośląskich zawarto również trwałe przymierze z lokalną sceną.
Prawdziwą plagą polskiego systemu oświatowego był brak stałego programu nauczania. W latach czterdziestych, pięćdziesiątych, a i później każda tego rodzaju instrukcja opatrzona była uwagą: program tymczasowy. Utrudniało to sensowne, obliczone na dłuższą metę planowanie pracy dydaktycznej.
Poważne kłopoty przyniosły również kolejne reformy systemu oświatowego. W drugiej połowie lat pięćdziesiątych programiści w Ministerstwie Oświaty zaczęli skłaniać się ku poglądowi, że ograniczenie kursu liceum ogólnokształcącego do lat czterech i likwidacja profili prowadziły w prostej konsekwencji do spłycenia procesu nauczania. Myśl o kolejnej reformie dojrzewała jednak powoli i dopiero w lipcu 1961 roku Sejm uchwalił ustawę, która nie tylko zakładała przebudowę programu, ale też przewidywała oparcie czteroletniego liceum na bazie ośmioletniej szkoły podstawowej. Zarysowała się też możliwość całkowitej separacji liceum od szkoły podstawowej.
Nie udało się wszakże obronić szkoły przed nadmiernym upolitycznieniem. Jeden z fragmentów wspomnianej wyżej ustawy brzmiał:
(...) szkoły i inne placówki oświatowo-wychowawcze wychowują w duchu socjalistycznej moralności i socjalistycznych zasad wspókycia społecznego.
W praktyce oznaczało to obowiązek bezwzględnej lojalności zarówno nauczycieli, jak i uczniów wobec ludowej władzy. W ogóle w szkolnictwie PRL - podobnie zresztą jak w wielu innych sferach życia społecznego - wytworzyła się sytuacja poniekąd schizofreniczna: zachęcano np. ucznia do intelektualnej samodzielności, ale kiedy na tej drodze autonomicznego rozumowania doszedł do wniosków sprzecznych z obowiązującą doktryną, mógł mieć poważne kłopoty...
W ustawie położono też duży nacisk na wykształcenie politechniczne i przedmioty ścisłe. Szkoła im. Świerczewskiego podjęła to nowe wyzwanie. Starała się wzbogacić wyposażenie gabinetów i laboratoriów i korzystała przy tym nie tylko z zasobów oświaty, ale także pomocy Komitetu Rodzicielskiego, w szczególności jednak z hojności kopalni Thorez, która sprawowała patronat nad szkołą im. Świerczewskiego. W placówce pojawiły się aparaty radiowe, adaptery, magnetofony, a także projektor filmowy.
W roku 1965 szkoła obchodzi jubileusz XX-lecia. Uroczystość, połączona ze zjazdem absolwentów, miała imponujący rozmach i cudowną, prawdziwie przyjacielską atmosferę. Odwołajmy się zresztą do opinii prasy. Trybuna Wałbrzyska napisze:
W piątek o godz. 9.00 dzwonek oznajmił, że rozpoczyna się wielka jubileuszowa lekcja. Zainaugurował ją wychowanek szkoły, obecnie kierownik artystyczny Teatru Lalek, Edward Doszla. Następnie dyrektor zakładu, mgr Wacław Głouszek, mówił o roli szkoły w środowisku i wychowawczych celach jubileuszu. Potem prof. Wojciech Jania w pięknym i błyskotliwym referacie przedstawił dzieje I Liceum. W imieniu absolwentów przemawiali mgr inż. Dydejczyk oraz jeden z najmłodszych absolwentów - Andrzej Sawicki.
Wreszcie clou Programu: mgr inż. Józef Osmęda przekazuje dyrektorowi Wacławowi Głouszkowi piękny sztandar, ufundowany przez załogę KWK "Thorez". Potem - tradycyjnie już w takich razach -wbijanie w drzewce sztandaru Pamiątkowych gwoździ. Długi, liczący blisko 100 osób korowód świadczył wymownie o popularności zakładu w wałbrzyskim społeczeństwie.
Jeszcze raz sięgnijmy do dziennikarskiej relacji!
Dziś - po latach -szkoła jest znakomicie wyposażona, posiada komplet pracowni, hołduje nowoczesnym metodom dydaktycznym. Księgozbiór szkolnej biblioteki liczy około 18 tys. tomów. Wszystkie te czynniki gwarantują wysoki Poziom nauczania. Nic Przeto dziwnego, że rokrocznie około 80% absolwentów szkoły kontynuuje naukę na wyższych lub półwyższych uczelniach. Wśród byłych uczniów I Liceum są poeci, dziennikarze, reżyserzy, operatorzy filmowi, aktorzy, naukowcy, nauczyciele, inżynierowie. Do chwili obecnej placówka wypuściła 1475 absolwentów, z których większość - po zdobyciu wyższego wykształcenia - wróciła do Wałbrzycha.
Jubileusz jest wszakże jedynie wzruszającym przerywnikiem w codziennym trudzie szkoły. Zachodzące w świecie przeobrażenia wymagały ciągłych zabiegów modyfikacyjnych w działalności placówki. Przede wszystkim zaostrzono kryteria ocen. W konsekwencji w roku szkolnym 1965/66 promocję uzyskało tylko 89% uczniów, znacznie mniej niż w latach ubiegłych. Ale i tak pod względem sprawności nauczania szkoła w łatach 1959 - 69 zajmowała I miejsce w województwie wrocławskim, a II w Kuratorium Okręgu Szkolnego Wrocławskiego po jednej ze szkół wrocławskich.
W drugiej połowie lat sześćdziesiątych przywrócono tradycje "drzwi otwartych", organizowano spotkania z pracownikami wyższych uczelni, co miało ułatwić wychowankom wybór właściwego kierunku studiów. W ramach lekcji wychowawczych uczniowie starszych klas liceum obserwowali rozprawy sądowe, co dawało asumpt do rozmów z sędziami i prokuratorami na temat rozmaitych aspektów polskiego systemu prawnego.
Szkoła starała się być otwarta na świat i jego problemy. Wychowywała nie tylko inteligentów, ale także obywateli.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




