1 Liceum Ogólnokształcące i Publiczne Gimnazjum nr 12

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Historia szkoły Kalendarium Modyfikacja liceum - profile i remonty

Modyfikacja liceum - profile i remonty

W roku szkolnym 1969/70 uroczyście i z ogromnym żalem pożegnano dyrektora Wacława Głouszka, który przeszedł na emeryturę, a jego miejsce zajął Janusz Gąsiorowski, historyk, wieloletni dyrektor Liceum Zaocznego. Wytrawny pedagog funkcję swoją od początku traktował raczej jako misję niż działalność ściśle zawodową. Należał do rzadkiego gatunku dyrektorów, którzy swoje ambicje całkowicie i bez reszty identyfikują ze społeczną rolą szkoły. Jej działalność starał się - z powodzeniem zresztą - modyfikować na poziomie ówczesnych polskich możliwości. Już w roku 1970/71 nawiązuje do międzywojennych tradycji i organizuje kierunek matematyczno-fizyczny, w następnym roku szkolnym biologiczno-chemiczny, a w roku 1974/75 także humanistyczny. Obok klas - by tak rzec - uprofilowanych istnieją również oddziały o tzw. kierunku ogólnym czyli podstawowym. W roku szkolnym 1976/77 na 21 oddziałów aż 16 miało charakter specjalistyczny.

Modyfikacje te pozwalały uczniom skuteczniej niż dotąd czynić zadość swoim prawdziwym zainteresowaniom, w konsekwencji lepiej niż w przeszłości przygotować się do matury i egzaminów na wyższe uczelnie.

Na początku lat siedemdziesiątych szkoła wzbogaciła się o gabinet geograficzny, pracownię zajęć technicznych, gabinet przysposobienia obronnego, magazyn broni, ciemnię fotograficzną i pracownię plastyczną. W latach 1972-75 przeprowadzono gruntowny remont budynku. W konsekwencji usprawniono funkcję poszczególnych pracowni, urządzono jeszcze jedną salę gimnastyczną oraz stołówkę, wyposażono obserwatorium astronomiczne, przebudowano ogrodzenie wokół podwórka szkolnego, na którym urządzono boiska do szczypiorniaka i koszykówki.

W tym samym czasie zainstalowano nowocześnie urządzone laboratorium językowe, zakupiono 7 telewizorów, 1 monitor, dwa magnetowidy i kamerę filmową. W roku szkolnym 1978/79 na zakup pomocy naukowych wydano pół miliona złotych, z czego zaledwie 120 tys. pochodziło z kasy kuratorium, pozostałe środki uzyskano dzięki nagrodzie za zwycięstwo w konkursie Disce puer, odszkodowaniu za szkody górnicze oraz pomocy KWK Thorez i Komitetu Rodzicielskiego.

W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych szkoła pozwoliła sobie na dość śmiały eksperyment, mianowicie zorganizowała nie tylko kurs łaciny, ale też kurs antycznej greki, nawiązując w ten sposób do tradycji przedwojennych liceów klasycznych.

W roku szkolnym 1977/78 placówka uzyskała status liceum stowarzyszonego ze szkołami UNESCO. Nawiązała również przyjazne stosunki z Lyceé Fretel w Obernai koło Strasburga w Alzacji. Wycieczki do Francji, wizyty wałbrzyskich licealistów w Obernai, rewizyty francuskich uczniów w Wałbrzychu pozwoliły przyjaźń tę zacieśnić. Przyniosły także pożytki natury edukacyjnej: wałbrzyszanie lepiej poznali francuski obyczaj szkolny i wyćwiczyli się we władaniu językiem francuskim.

Szkoła w latach siedemdziesiątych starała się utrzymać kontakty ze światem kultury. Placówka gościła między innymi Krzysztofa Kąkolewskiego, Karola Małcużyńskiego, prof. dra Jana Trzynadlowskiego, rektora AGH prof. dra Henryka Filcka, Beatę Tyszkiewicz, Lidię Grychtołównę, Ignacego Gogolewskiego, Piotra Fronczewskiego, Kalinę Jędrusik, Marka Perepeczkę i Wandę Wiłkomirską.

Wybitny postęp zaznaczył się również w życiu sportowym szkoły. Ożyły w niej sekcje koszykówki, siatkówki, piłki ręcznej i lekkoatletyczna. Chętni uczestniczyli również w zawodach pływackich i rozgrywkach tenisa ziemnego. Sportowcy I Liceum z reguły plasowali się na czołowych miejscach, a placówka zyskała sobie opinię wybitnie usportowionej szkoły.

Istniejące od 1957 roku szkolne koło PTTK regularnie organizowało wycieczki krajoznawcze między innymi do Krakowa, Zakopanego, Karpacza, w Góry Stołowe i do Kotliny Kłodzkiej. Dodajmy, że ekskursje te miały z reguły funkcję wychowawczą, uczyły bowiem szacunku dla narodowej tradycji i rodzimej przyrody.

Uczniowie I Liceum brali też udział w licznych konkursach i olimpiadach, a 27 spośród nich uzyskało tytuł laureatów, co dawało prawo wstępu na wyższe uczelnie bez dodatkowego egzaminu. Zadziwia skala uczniowskich zainteresowań, startowali bowiem w takich olimpiadach, jak literatury i języka polskiego, języka rosyjskiego, wiedzy o Polsce i świecie współczesnym, matematyczna, astronomiczna, biologiczna, historyczna, chemiczna, języka niemieckiego, wiedzy filozoficznej, geograficzna, a także w konkursach poezji śpiewanej.

Ponadto szkoła często i chętnie wysyłała swoich reprezentantów na rozmaitego rodzaju konkursy i olimpiady wojewódzkie, na których 50 uczniów I Liceum zdobyło tytuły laureatów.

W roku 1977/78 szkoła przeżyła jeszcze jedną reorganizację: Liceum Zaoczne i Liceum dla Pracujących zostały przeniesione do I Liceum, tworząc w nim pion wieczorowy, a szkoła otrzymała nazwę Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1.

DYREKTOR JANUSZ GĄSIOROWSKI

W początkach ery propagandy sukcesu w szkole znalazł się człowiek, który chciał zapewnić jej sukces prawdziwy i zasłużony. O edukacji młodych ludzi myślał w nowoczesnych kategoriach, które były zupełnie nieuchwytne dla ówczesnych decydentów partyjnych. Chciał stworzyć liceum na miarę przyszłych czsów, dobrze rozumiejąc i doceniając wagę tradycji w dziele budowy nowej wartości Był bardzo wymagający. Praca pochłaniała go całkowicie, małopozostawiając czasu dla domu i rodziny. Przekonywał nauczycieli, że szkoła nie jest zwyczajnym miejscem pracy. W szkole nie można tkwić tylko kawałkiem siebie - trzeba oddać jej siebie prawie bez reszty. Albo człowiek będzie tam cały, albo lepiej, żeby go w ogóle nie było...

Pchał szkołę w stroinę sławy. Troszczył się o wizerunek ucznia I LO w środowisku. Powtarzał, że uczeń to emblemat liceum. Z niebywałą pieczołowitością prześwietlał tych, którzy dostąpili zaszczytu reprezentowania Jedynki na zewnątrz. Przed wyjazdem na różne międzyskolne o oficjalne imprezy zapraszał owych reprezentantów do gabinetu, upewniając się jeszcze raz, czy aby na pewno nadają się oni do tej niecodziennej misji, czy dobrze rozumieją znaczenie ich godnego zachowania. Zapatrzenie się wyłącznie na wyższe cele powodowało czasem, że dyrektor po drodze gubił z oczu człowieka. Niektórzy wynosili z takich spotkań cierpki smak retorycznego pytania dyrektora: Czy ty, dziecko, czasem nie splamisz honoru szkoły w tej Warszawie?

Chcąc być najlepszym, pragnąc zapewnić młodzieży możliwie najwyższy poziom nauczania, niezwykle starannie dobierał kadrę nauczycielską. Zdawał sobie sprawę, że rolą liceum ogólnokształcącego nie jest ćwiczenie w poszczególnych przedmiotach, ale wszechstronny rozwój osobowości ucznia, otwieranie jego horyzontów umysłowych. Żeby osiągnąć ten cel, potrzebował nauczycieli o nieprzeciętnych kwalifikacjach. Utrzymywał stałe kontakty z wyższymi uczelniami. Jeszcze przed końcem roku akademickiego próbował robić wywiad, z którym ze świeżych absolwentów wiąże się największe nadzieje. Jeśli wynajdywał jakąś nietuzinkową osobowość, natychmiast nakłaniał do przyjazdu do Wałbrzycha, proponując pracę w Jedynce.

Wyniesione z dzieciństwa przekonanie o potrzebie upowszechnienia kultury klasycznej zdecydowało o tym, że dyrektor Gąsiorowski wprowadził do szkoły naukę języka łacińskiego, mimo, że w czasach dominacji proletariatu nie był to przedmiot chętnie widziany.

Okazywał na każdym kroku niezwykły szacunek nauczycielom starszej daty. Ufał ich mądrości. Przywiązywał wielką wagę do zdań wypowiadanych przez profesorów Herala, Steca, Janię. Podczas rad pedagogicznych dyrektor zapraszał starą profesorską gwardię do stołu prezydialnego. Gdy potrzebował pomocy w rozwiązaniu trudnego problemu, zwracał się do któregoś z członków rady starszych: Panie Profesorze, proszę powiedzieć, co Pan o tym sądzi?...

Gdy wiekowi nauczyciele odchodzili na emeryturę, nigdy nie ginęli z pola widzenia dyrektora Gąsiorowskiego. On traktował ich ciągle jako swoich podopiecznych; do końca czuł się odpowiedzialny za ich los. Nikogo nie pozostawił w potrzebie.

Janusz Gąsiorowski zapewniał nauczycielom spokojne istnienie w atmosferze wolności. Wolności tak daleko posuniętej, jak tylko pozwalały zewnętrzne okoliczności tamtego okresu.

W stanie wojennym jego spryt przestał wystarczać. Umundurowani włodarze wyrzucili go z pracy, bo pozwolił na to, aby szkoła stała się ogniskiem reakcji i szkodliwego wolnomyślicielstwa. Wielu nauczycieli miało do niego ogromny żal, że nie zgodził się wrócić do szkoły i ponownie objąć stanowiska dyrektora w parę lat póżniej.

Wizerunek dobrego szefa pozostał w pamięci wielu i w samej "świętej materii" szkoły.

 
Reklama