Start Klub Ośmiu Akcja "Pola nadziei" 2011

Akcja "Pola nadziei" 2011

5.10.201 roku nasza szkoła kolejny raz wzięła udział w ogólnopolskiej akcji „Pola nadziei” zorganizowanej przez Hospicjum Jana Pawła II w Wałbrzychu. Tego dnia wszyscy  uczestnicy spotkania sadzili cebule żonkili na znak jednoczenia się z pacjentami hospicjum. Przyświeca nam zawsze ten sam cel: wywołać wiosną uśmiech na twarzach pacjentów patrzących na rozkwitające żonkile – na  budzące się z uśpienia życie.

Patrycja Buda

Czym są Pola Nadziei? Dlaczego sadzimy żonkile?
Żonkile są międzynarodowym symbolem nadziei. Mają przypominać o ludziach chorych, cierpiących, którzy oczekują pomocy i opieki w trudnych okresach odchodzenia z tego świata. Żonkile kwitną wiosną. Są zwiastunem odradzającego się nowego życia.
„Pola nadziei”  to akcja wolontariuszy i przyjaciół hospicjów w Polsce, która:
  • z jednej strony ma charakter edukacyjny dla społeczności lokalnych – uczy, że obecność hospicjum w danej społeczności niczym nie zagraża, jest przyjazne i chroni życie, „choć jest ono słabe i obolałe, to ważne do końca”;
  • z drugiej pozwala wiosną zbierać fundusze na wspomaganie hospicjum w działalności statutowej;

„Pola nadziei” to także akcja informacyjna – pokazuje – jesteśmy w waszym otoczeniu, możemy pomóc ,gdy dotknie was choroba terminalna, ale też potrzebujemy  wolontariuszy, ich energii, radości, by wspierać gasnące życie.

Od kilku lat w „Polach nadziei” uczestniczą dzieci i młodzież od przedszkola do końca szkoły ponadgimnazjalnej. Przeżyliśmy już  „Pola nadziei” w śniegu, w deszczu. W tym roku towarzyszyła nam piękna pogoda. To ważna akcja dla ludzi w dzisiejszym świecie – przypomina, że choćbyś uwierzył że masz nieograniczone możliwości, że choć pędzisz, żeby nie spotkać się z tym co nieuniknione to los człowieczy nierozerwalnie związany jest z umieraniem. Ktoś powiedział, że dwie rzeczy są pewne w życiu człowieka, to, że się urodził i to, że kiedyś umrze. Mam poczucie, że w naszych spotkaniach coraz więcej maluchów, coraz mniej tych, którzy choć częściowo - decydują już o własnym życiu.

Z umieraniem spotykamy się w różny sposób. Najbliżej wtedy, gdy umiera nam bliska osoba lub  wtedy, gdy sami przeżywamy lęk o własne życie. Ten lęk i ból przeżywamy bardzo indywidualnie, w samotności, mamy poczucie, że nikt nie jest w stanie go zrozumieć, a jednak obecność drugiego bardzo pomaga – może nic nie mówić, może nic szczególnego nie robić -  byleby był, pomimo złego naszego nastroju, pomimo naszej niechęci lub nieprzychylności…

Chorzy często mówią, że z kimś obcym, z kimś nie z rodziny łatwiej rozmawiać o trudnych sprawach, o sprawach ostatecznych. Takimi osobami stają się dla chorych wolontariusze. Kiedyś chory Tomek (M. Świtała, Podróż za horyzont. Gdańsk 2005)  o wolontariuszach powiedział tak „[młodzi] wolontariusze są natchnieni, bo nie wszyscy młodzi ludzie mają pomysł, żeby iść i pomagać. Z rówieśnikami jest kontakt lepszy, możesz porozmawiać, mówisz im na „ty”.
Zastanawiałem się dlaczego oni [wolontariusze] to robią, ale myślę mają taką potrzebę serca, że są to ludzie natchnieni, że oni zostaną kimś w życiu, naprawdę to są dobre osoby.”


 

Małgorzata Simm